2026-02-22

Raduchowska Martyna - Fałszywy Pieśniarz


Tytuł oryginalny: -
Seria: Szamanka od umarlaków (3)
Książka na LC
Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska
Data wydania: 2025 (wyd. II, rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2019
Narrator: trzecioosobowy



Nie mogło być żadnej mowy o skoku w bok z inną książką - musiałam, no po prostu musiałam sięgnąć po zwieńczenie dotychczasowej trylogii (dotychczasowej - bo ptaszki ćwierkają, że w kwietniu ma być tom czwarty), by wgryźć się nią jak Reksio w szynkę. Skleroza nadal dzielnie się sprawowała, dzięki czemu również i ten tom brzmiał jak nigdy wcześniej nieczytany. No, prawie, bo samo zakończenie mgliście kojarzyłam, ale co do reszty...

   ... w tym miejscu mogę tylko stwierdzić, że wedle mych odczuć jest to - na ten moment - najlepszy tom serii. Czy się utrzyma na piedestale, to już pytanie na za jakieś dwa-trzy miesiące. Nie zmienia to faktu, że usiadłam sobie z książką na dwie godziny, z myślą, że zostanie dokończona dnia następnego, a skończyło się na tym, że przyszło mi oglądać ostatnią stronę... Aha, tak jak poprzednie części, również i trzeci został rozszerzony o dodatkowe opowiadanie (Ponura Żniwiarka i Przędzarz Gwiazd), które stanowi lwią część tego wydania (169 stron na 558).

2026-02-08

Raduchowska Martyna - Demon Luster


Tytuł oryginalny: -
Seria: Szamanka od umarlaków (2)
Książka na LC
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska, Aleksandra Kowalewska
Data wydania: 2025 (wyd. III, rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2014
Narrator: trzecioosobowy



Po Szamance, sięgnięcie po drugi tom cyklu był już jedynie formalnością. Oczywiście nadal skleroza w pełni, dzięki czemu ponownie mogłam powrócić do tego świata tak, jakbym wchodziła do niego po raz pierwszy - nie, żebym na to narzekała, wręcz przeciwnie. Dzięki temu przyjemność z lektury jedynie szybowała w górę. Tym bardziej że się nie nudziłam, tak samo jak bohaterowie - zresztą, trudno, żeby mogli siedzieć na tyłku i muchy łapać, skoro gra toczyła się o wysoką stawkę...

   Również i ten tom został rozszerzony o opowiadanie, które dzieje się dokładnie pomiędzy pierwszą i drugą częścią - choć jeśli ktoś liczył na kolejną mikropowieść, to się srodze zawiedzie; na jakieś 532 strony, opowiadanie Gdy zapłacze rajski ptak zajmuje ich raptem 66. I tak, nie rozróżniam, ile w tym jest faktycznego tekstu, a ile stron tytułowych i tak dalej, więc cyferki tak naprawdę są ciut mniejsze, niemniej, gołym okiem widać różnicę w stosunkach objętości. Ale, ale, nie przedłużam, do brzegu!

2026-01-25

Raduchowska Martyna - Szamanka od umarlaków


Tytuł oryginalny: -
Seria: Szamanka od umarlaków (1)
Książka na LC
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska, Grzegorz Przepiórka
Data wydania: 2024 (wyd. III; rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2011
Narrator: trzecioosobowy



Z jednej strony skleroza to straszna rzecz, bo zapominanie wielu rzeczy nie jest fajne, z drugiej... nie sądziłam, że kiedykolwiek można odczuwać zadowolenie z jej powodu! Kojarzycie może hasła typu "zazdroszczę ci, że możesz przeczytać/obejrzeć to po raz pierwszy"? No, to właśnie coś podobnego się tu zadziało. Niby już znałam tę pozycję - nie licząc dopisanego prequela - a jednak mogłam ponownie się nią rozkoszować tak, jakbym widziała ją po raz pierwszy...

   Polecam to uczucie. Ale sklerozy nie, żeby nie było!

   Zresztą, w pewnym sensie rzeczywiście tak było - bo w obliczu wieści, iż będzie 4 tom dotychczasowej trylogii, wykazałam się niezwykle silną wolą (czyt. robi ze mną co chce) i rzuciłam się na nowe wydanie. Nie dość, że będzie zachowana spójność szaty graficznej (co akurat ma najmniejsze znaczenie), to jeszcze najnowsze wydanie Szamanki zostało rozszerzone o dodatkowe opowiadania. Tak że nowa zawartość dokłada się do "czytam po raz pierwszy", tym bardziej że na 477 numerowanych stron tego tomu aż 126 przypada na "Maszkaradę" - czyli prawie połowa oryginalnej zawartości. Nic, tylko się cieszyć!

2025-12-31

Podsumowanie 2025

Kolejny rok, kolejne podsumowanie! Jak widać, jeszcze nie cisnęłam blogiem w kąt, choć ostatnio nie pojawiają się tu żadne wpisy - ale to też po prostu wynika z tego prostego faktu, że... przyszedł zastój czytelniczy i od ponad miesiąca nie tknęłam praktycznie żadnej lektury. Tak że ten, trudno, żeby pojawiały się jakiekolwiek książkowe opinie, nieprawdaż? Niestety w mojej branży zaczyna się taki, a nie inny okres, więc średnio widzę wychodzenie z zastoju w najbliższym miesiącu-dwóch, ale... ZOBACZYMY.

   Jaki? Sprytny, że tak zapodam klasyka. Tylko pod warunkiem, że jednak uda mi się w sobie zebrać, przysiąść i zrobić użytek z posiadanych gratów ;) Ale, ale, bo tu już w dygresję wpadam, a ma być zwięźle i krótko, żeby nie zasypiać potem przy scrollowaniu!

   Tak że, jeśli ktoś ciekaw, jak minął 2025 w ujęciu literackim, to zapraszam do lektury.

2025-11-02

Jadowska Aneta - Wilk z lasu


Tytuł oryginalny: -
Seria: Głowa rodziny (1)
Książka na LC
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: -
Redakcja: Joanna Mika
Korekta: Kornelia Dąbrowska, Jagoda Kubiesza, Katarzyna Myszkorowska
Data wydania: 2025 (wyd. I)
Data oryginalnego wydania: -
Narrator: pierwszoosobowy z domieszką trzecioosobowego



Z twórczością Jadowskiej oswajam się od dłuższego czasu - i aż się zdziwiłam odkrywając, że jak to tej pory nie napisałam o niej ani słowa. Dziś, wygląda na to, najwyższy ku temu czas - a okazja dobra, bo dopiero co wyszedł Wilk z lasu, poniekąd kontynuacja Heksalogii (chronologicznie akcja dzieje się tuż po Dzikim dziecku miłości) i jednocześnie otwarcie nowego cyklu. Ile tomów mieć będzie, to pojęcia nie mam; wiem jednak, że do zpelikanienia się (kto wie, ten wie), trochę mi brakuje. I bardzo możliwe, że do grona pelikanów nie dołączę nigdy, niemniej nie jest to równoznaczne z tym, że w mej opinii Jadowska pisze złe książki.

   Bo tak nie jest. Chociażby takie Koźlaczki wręcz uwielbiam, Garstek z Ustki nie znam, to się nie wypowiem, ale Thornverse... Ten nabiera objętości i w jego ramach są pozycje lepsze bądź gorsze. I o ile pisarka, wedle mych obserwacji, ostatnimi czasy skupiała się na innych postaciach (które pojawiały się wcześniej w Heksalogii), o tyle tym razem następuje powrót do Dory, jako głównej bohaterki. Czy warto...?

Ponieważ Thornverse istnieje od lat, a Heksalogia Dory Wilk nie trąca świeżością, uznaję, że Wilkiem z lasu zainteresowane są osoby, które już wiedzą, co i jak. Tak, stąd też pojawiają się spojlery i odwołania do innych książek z uniwersum.

2025-10-20

Świątkowski Marcin - Synastria


Tytuł oryginalny: -
Seria: -
Książka na LC
Ocena: 7/10
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: -
Redakcja: Magdalena Świerczek-Gryboś
Korekta: Sandra Popławska, Julia Młodzińska
Data wydania: 2025
Data oryginalnego wydania: -
Narrator: trzecioosobowy



Nie byłam do końca przekonana, czy aby na pewno chcę sięgać po Synastrię - przyznaję to z ręką na sercu. Z twórczością autora zetknęłam się przy okazji tetralogii Psy Pana; tę zaś, zwłaszcza z perspektywy czasu, oceniam dość przeciętnie. Ma swoje plusy, ma też i minusy, doszłam też do wniosku, że niekoniecznie mi po drodze ze stylem autora, bo i tak przecież bywa. Toteż sądziłam, że na tym zakończyła się moja znajomość z twórczością tegoż pana i zdecydowanie pójdziemy każde w swoją stronę. Los jednak bywa wielce przewrotny.

   Synastrii bym nie zauważyła, bo i nie czekałam przecież na nią - ale i tak mi się objawiła na serwerze Fantastycznej Karczmy. Pomedytowałam nad okładką (wiem, nie ocenia się książki po tejże), pomedytowałam nad opisem... Jedno i drugie korespondowało z czymś w mej duszy, więc ostatecznie uznałam, że niech tam, dam autorowi kredyt zaufania. Tym bardziej że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały jednotomówkę i obiecywały pieśń o czynie. Czy dostałam, co mi obiecano...?

2025-09-29

Kubasiewicz Magdalena - Czarodziejka z ulicy Brackiej


Tytuł oryginalny: -
Seria: Czarodziejka z ulicy... (3)
Książka na LC
Ocena: pączek w maśle
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Świerczek-Gryboś, Kornelia Dąbrowska
Data wydania: 2025 (wyd. I)
Data oryginalnego wydania: -
Narrator: trzecioosobowy



W pierwszym dniu swego panowania Jesień przebojem objęła świat we władanie, sprowadzając na niego absurdalny chłód, ciemność i deszcz. Na szczęście, w tych mocno niesprzyjających okolicznościach przyrody, powiązanych z nieodłączną refleksją na temat przemijania, pojawił się promyczek słońca, za którego sprawą włączyłam laptopa tylko po to, żeby dokończyć kompletowanie koszyka w SQN i przerzucić e-booka na czytnik...

   Myślę, że nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że oderwać się nie mogłam i skończyłam pozycję jeszcze tego samego dnia. Pozycję, w której aura również koresponduje z tą za oknem, choć też przez znacznie szybszy upływ czasu, wyprzedza obecną pogodę. I choć zapomnienie o jesieni i katuszach z nią związanych nie jest łatwym zadaniem, to za sprawą ostatniej części trylogii o czarodziejce Lady udało się przenieść do wnętrza Krainy Amuletów...

2025-09-07

Wójtowicz Milena - W cieniu dnia


Tytuł oryginalny: -
Seria: W świetle nocy (2)
Książka na LC
Ocena: 10/10
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: -
Redakcja: Magdalena Świerczek-Gryboś
Korekta: Kornelia Dąbrowska, Julia Młodzińska
Data wydania: 2025 (wyd. I)
Data oryginalnego wydania: -
Narrator: trzecioosobowy



No co ja mogę powiedzieć... ledwo skończyłam pisać o Vice Versa, sięgnęłam po kolejną - najnowszą - książkę Mileny, będącą kontynuacją W świetle nocy i... nagle okazało się, że jest parę godzin później, pozycja się skończyła, a mnie prawie boli brzuch od niemalże ciągłego rechotania. Nie żartuję. Parskałam co chwila i wiecie co? Jeśli nie jesteście sami w domu, to może się upewnijcie, że temu ktosiowi przeszkadzać nie będziecie. A, i nie takim głupim pomysłem będzie odstawienie kawy, herbaty czy co tam pijecie. Serio.

   Osobiście jestem spłakana, zachwycona, uświadomiona, że za Edkiem się stęskniłam i... spragniona ciągu dalszego. Niestety jeśli chodzi o cykl W świetle nocy, to na ten moment nie widziałam żadnej informacji, niemniej zakończenie jest takie, iż mocno liczę na to, że takowa się pojawi. Inaczej będę bardzo, BARDZO zawiedziona. Póki co - zostaje czekać na Alter ego, czyli 3 tom Post Scriptum. Aha, i zanim sięgniecie po W cieniu dnia, to moim zdaniem zdecydowanie lepiej mieć za sobą lekturę Vice Versa. Niby wszystko ładnie objaśnione, niemniej według mnie lepiej przyswaja się tę historię, gdy naocznie poznało się wcześniejsze wydarzenia, miast zadowolić się wplecionym w obecną historię ich skrótem.

2025-09-06

Wójtowicz Milena - Vice Versa


Tytuł oryginalny: -
Seria: Post Scriptum (2)
Książka na LC
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: -
Redakcja: Magdalena Świerczek-Gryboś
Korekta: Kornelia Dąbrowska, Julia Młodzińska, Sandra Popławska
Data wydania: 2025 (wyd. I tej edycji)
Data oryginalnego wydania: 2019
Narrator: trzecioosobowy



I jest! Udało się dopaść kontynuację Post scriptum, a następnie praktycznie pożreć. Jednym kęsem niemalże. Ja wiem, naprawdę, przyjemności się sobie dawkuje, ale co poradzić? Lektura wciągająca, czytać powoli nie umiem, a jeśli jednak tak się dzieje i przedzieranie się przez treść graniczy z tempem ślimaka, to... jest źle. Bardzo źle. Ewentualnie mam w dłoniach podręcznik nudniejszy od flaków z olejem...

   No co tu mogę powiedzieć? Było bardzo dużo Sabinki (tak, strzyga behapówka nadal jest najjaśniejszą gwiazdą, jak na moje oko), troszkę dziadowania (nie w tym sensie, który nasuwa się jako pierwszy!) – generalnie bardzo dużo powrotów z poprzedniej części i jeszcze coś tajemniczego na dokładkę... Do tego wszystko niezmiennie okraszone charakterystycznym dla autorki humorem - no jak nie mam być zachwycona, jak?! I tylko żal, że nie miałam znaczników pod ręką, bo by się przydały. I to nie po to, by punktować bzdury, jak to miało miejsce w BZK!

2025-08-25

Yarros Rebecca - Iron Flame. Żelazny płomień


Tytuł oryginalny: Iron flame
Seria: Empireum (2)
Książka na LC
Ocena: 6/10
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Redakcja: Editio
Korekta: Editio
Data wydania: 2024 (wyd. 1)
Data oryginalnego wydania: 2023
Narrator: pierwszoosobowy



Nie ukrywam, trochę mi zeszło z powrotem do Empireum, a nawet wręcz TROCHĘ, bowiem w zasadzie minął aż rok od obcowania z tym ałcydzieuem literatury. Tak, z perspektywy czasu trochę zmieniła mi się ocena twórczości Yarros, co wcale a wcale nie przeszkadzało mi w tym, żeby zmacać ciąg dalszy. Swojego wroga należy znać, te sprawy, jak już się stwierdza, że raczej zmarnowano drzewa, to należy umieć uzasadnić, prawda?

   Szkopuł w tym, że nawet mi się podobało. Urlop, myślenie wyłączone całkowicie, oczekiwania wręcz zerowe. I co się okazuje? Drugi tom nadal jest całkiem przyjemnym czytadłem (choć poziom leci w dół), które zdecydowanie byłoby lepsze, gdyby wyciąć sceny okołopieczeniowe i stricte pieczeniowe keksu. Ale sceny - jak na romantasy (choć nie wiem, czy jednak nie podpada pod pornotasy) - przystało jednak są, a ich realizacja... no cóż. Szkoda drzew. Po prostu. Co zaś do reszty...

Spojlery? Tak, są. Należy najechać wskaźnikiem na ukryty tekst.

2025-07-18

Wójtowicz Milena - Post Scriptum


Tytuł oryginalny: -
Seria: Post Scriptum (1)
Książka na LC
Och, nawet nie wiecie, jak się cieszę, że SQN zdecydował się na wznowienie dotychczasowej dylogii Post scriptum (dotychczasowej, bo zgodnie z informacją na ostatnich stronach, tworzy się tom 3!)! Do tej pory brzeskie uniwersum poznawałam trochę od innej strony, bo zaczęło się od opowiadań z antologii, potem w końcu dopadłam książkę W świetle nocy i dopiero teraz przyszło mi sięgnąć do początków (uściślijmy, że książkowych, bo przecież są jeszcze opowiadania). Ale ach, jakie to początki! Sabinka w pełnej krasie, a ja w pełni zachwytu. Nie tylko z powodu Binki.

   Bo przecież jest i Piotruś-nienormatywny coach (jakkolwiek by to nie brzmiało!) i bardzo dużo BHP (co wcale nie męczy i mówię to ja, na dobrą sprawę behapowy laik), odrobinka morderstwa (tyci-tyci...) i bardzo duża dawka humoru. Humoru lekkiego, dzięki któremu co rusz parskałam z rozbawienia, od książki oderwać się było wybitnie ciężko, a na końcu pozostał ból - bo drugi tom mam w papierze i jak na razie pozostaje poza zasięgiem moich rąk... niestety. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze!

   To co, gotowi na spotkanie z właścicielami PS Professional Business Consulting?

2025-07-03

Green Mags - 10 Grzechów Głównych


Tytuł oryginalny: -
Seria: -
Książka na LC
Spojrzałam na tył okładki - uniosłam brwi, widząc ostrzeżenie. Przeszłam do trigger warningów - parsknęłam. Wydawnictwo też za dobrze nie wróżyło, bo Nowe Strony są częścią ulubienego Niezwykłego. Tak że początek obcowania z literaturą niskich lotów (bo inna w BZK nie fruwa) zapowiadał się... no cóż, kiepsko. Tym bardziej że droga przez kilka pierwszych stron była wręcz katorgą. A teraz siedzę i dumam, co się tu powyrabiało, że rozważam wlepienie temu dziełku wysokiej oceny, która stawia pod znakiem zapytania, czy udział tej pozycji w BZK jest jak najbardziej uzasadniony... (Spokojnie, posiedzę, pomyślę, przeanalizuję wraz z pisaniem tegoż posta i dopiero wtedy wydam ostateczny werdykt.)

   Wyobraźcie sobie też moje zdziwienie, gdy nie mogłam się doszukać w stopce wzmianki o tłumaczeniu. Imię i nazwisko na okładce - wybitnie obcojęzyczne. A jednak... okazuje się, że Mags Green jest jak najbardziej polską autorką, która - co nawet mnie nie dziwi - zaczęła od publikowania na Wattpadzie... ekhm, czyli na dobrą sprawę kolejny redflag.

   Niemniej - lekturę przeżyłam, nie zużyłam wszystkich zapasów domestosu i nie musiałam lecieć do sklepu po kolejne butelki, żeby nie zostać bezradną wobec panoszących się zarazków. No i jakkolwiek by nie patrzeć - moje zakończenie Booktouru Złych Książek okazuje się być całkiem przyjemne, co nie zmienia faktu, że nie mam zamiaru już tykać złych książek - rok, dwa, może już na zawsze. Tak, mam przesyt. Ale - do brzegu! Co, z czym i jak dokładnie ciamka się 10 Grzechów?

2025-06-18

Świątek Marcelina - Princesa. Przypomnij mi dni, które straciliśmy


Tytuł oryginalny: -
Seria: Princesa (2)
Książka na LC
Ach, wspomnienia... Niecały rok temu miałam okazję zapoznać się z pierwszym tomem Princesy, zwanej pieszczotliwie princzipessą. Warunki pogodowe lektury były względnie podobne - tylko największa różnica taka, iż miała ona miejsce w zaciszu domostwa, a nie hen, daleko, nad polskim morzem... Ale wracam do tematu, bo zdecydowanie się rozmarzyłam i już od niego odbiegam.

   Tak że tak, w ramach BZK w łapki me trafił nieszczęsny tom drugi. Książeczka tak cienka (mniej niż 200 stron), że można by się zastanowić, czy na pewno to kwalifikuje się do zaetykietowania jako pełnoprawna książka (powieść) czy może jednak należałoby to określić jedynie mianem opowiadania. Opowiadania jakości... wybitnie nijakiej, wręcz złej, druga gwiazdka na LC przyznana wyłącznie z uwagi na brak opisów keksów, po których zapoznaniu się z nimi następuje sprint do łazienki po opakowanie Domestosu. Nawet dwa, bo drugim się poprawia pierwszą kąpiel. Co bynajmniej nie oznacza, że ten tom jest lepszy od swego poprzednika, bo po prostu nie jest.

   Co ponownie każe się zastanowić nad tym, kto w ogóle wpadł na tak wspaniały pomysł, żeby wydać coś pióra osoby wybitnie nieletniej i do tego nie usiąść z nią i nie doprowadzić całości do stanu używalnego. Bo ona, owszem, wiedza o świecie i życiu znikoma, ale skoro już wydawnictwo się za to bierze, to jednak wypadałoby się zatroszczyć o jakość tego dzieła, nie? Ale po co, w końcu to Niezwykłe, korekta z redakcją w chmurach lata, co bardzo boleśnie widać na każdym kroku, nie mówiąc już o gloryfikacji czynności, które tak naprawdę powinny być zjawiskiem piętnowanym. No ale, czego się innego spodziewać, mając w pamięci poprzednią część i zestawiając to z konkretnym wydawnictwem...

   Zasada co powstało na wattpadzie, powinno zostać na wattpadzie nadal doskonale się sprawdza i póki co nie uświadczyłam tu uzasadnionego wyjątku. Tylko drzew szkoda...

2025-05-29

Kingfisher T. - Zagłada puka do drzwi


Tytuł oryginalny: A Sorceress Comes to Call
Seria: -
Książka na LC
Są bajki i bajki... O ile Koreański koncert uczuć jest naiwną bajeczką bez większego polotu, umiejscowioną w prawdziwym świecie, tak Zagłada... Cóż, wystarczył mi jeden rzut okiem na opis książki i nazwisko autora, żeby po prostu wiedzieć.

   Wszak już wcześniej Kingfisher wzięła na tapet baśnie i przekuła je w Pokrzywę i kość - ale w tym przypadku trudno mówić o konkretnej opowieści; ot, są pewne znane elementy, splatające się w jedno. Tutaj jednak pisarka wrzuciła na warsztat konkretną - myślę, że również i dość znaną - baśń braci Grimm, Gęsiareczkę. Oczywiście przy tej okazji odkopałam również i samą baśń (mam nadzieję, że posiadana wersja rzeczywiście jest bardzo bliska oryginału - nie ma to jak stare wydanie, niestety chociażby po Śpiącej królewnie widzę, że pewna cenzura i tak się wkradła), żeby odświeżyć pamięć i ocenić, jak bardzo Zagłada opiera się na pierwowzorze.

   Cóż mogę rzec...? Duch baśni w pewnej części zdecydowanie został zachowany, a poza tym - nie będzie novum (przynajmniej dla tych, co już się przyglądali tej pozycji) stwierdzenie, iż jednocześnie ta historia zyskała sporo mroku. Tak, nie obyło się bez solidnego zamieszania w kotle i sięgnięcia po całkowicie niesłodkie przyprawy... Zainteresowani? To zapraszam do dalszej lektury!

2025-05-23

Grabowska Katarzyna - Koreański koncert uczuć


Tytuł oryginalny: -
Seria: -
Książka na LC
Sięgając po kolejną książkę w ramach BZK już klasycznie spodziewałam się Sodomy i Gomory oraz obfitego podlewania mózgu i oczu domestosem. Co ja mówię, jakiego podlewania - prania wręcz, namaczania, wyżymania i ponownego namaczania. Eksterminacji szarych komórek również. Tymczasem zostałam całkiem miło zaskoczona...

   No dobra, miło to jednak ciut nadużycie, biorąc pod uwagę, że w tym dzieUku znajduje się więcej niż jedna bzdura, niemniej stwierdzam, że przy tej książce praktycznie odpoczęłam, o czym świadczy również nieoznacznikowanie z góry na dół na niemal każdej stronie (oczywiście zapraszam na sam koniec, jest porównanie), co zdecydowanie jest sygnałem, iż nie jest TAK źle. Tak że tutaj zdecydowanie mamy do czynienia z o wiele dojrzalszą pisarką (rocznik '72 poniekąd zobowiązuje), co przekłada się na całokształt. W swoim dorobku na ponad 30 pozycji (z czego kilka pod nazwiskiem Stachowiak - próbowała sił w fantastyce), do tego - wedle opisu - zainteresowana kulturą i tradycją Dalekiego Wschodu. No cóż... ale o tym za chwilę.

Tak, dokładnie tak - uwaga na bardzo nisko latające spojlery. Ale za to nie narazicie się na wypalenie oczu!

2025-05-04

Strawińska Katarzyna - Cassandra


Tytuł oryginalny: -
Seria: -
Książka na LC
Jak napisać o wspaniałym (jak patrzę jednym okiem w internety, to niestety ten wątek jest popularny, jeśli nawet nie rozchwytywany) age gapie, nie mówiąc, że pisze się o age gapie? Wydaje mi się, że znam odpowiedź, ale... po kolei!

Kochany pamiętniczku, po lekturze Little Stranger byłam pewna, że zostałam zahartowana, jeśli chodzi o bzdury klepane przez aućtorki i wydawane przez kogoś, kto najwyraźniej miał w dzieciństwie zbyt śliski kocyk. Niestety rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała, udowadniając przy okazji, że poprzednia masowa zagłada szarych komórek nie była ostateczna, bo właśnie się przekonałam, że wspomniane komórki znalazły się w stanie agonalnym. Przed natychmiastową śmiercią uratowało je to, że to dzieUo po prostu odłożyłam i poszłam zająć się czym innym - ale może większą łaską byłoby nieodraczanie tego wyroku. Jak na razie trwam w postanowieniu, żeby skończyć Cassandrę, mimo że już na 13 stronie (co daje tak naprawdę 7 stronę właściwego tekstu) poczułam, że naprawdę mam dość...

   I w ten sposób docieramy do mojego kolejnego etapu wspaniałej przygody z Booktourem złych książek. Szczegół, że już praktycznie na starcie lektury jestem na skraju wytrzymałości (wedle wszelkiego prawdopodobieństwa moje pokłady cierpliwości dla odwrotnej inteligencji co niektórych znacznie zmalały), przez co najprawdopodobniej ten tekst będzie pisany na bieżąco, przynajmniej w jakiejś jego części. Bo naprawdę, już mi wszystko opadło, a nie można powiedzieć, że cała fabuła naprawdę się zaczęła...

   Klasycznie - trudno znaleźć jakiekolwiek informacje na temat autorki i nawet niespecjalnie się temu dziwię; bardziej mnie już dziwi, że pisarka ma odwagę pokazać twarz w zestawieniu z tym... czymś. I że to na LC ma ocenę 7,1/10 (choć to akurat nie powinno; żadna nowina, że takie guana zbierają dobre oceny) - w opinie już nie patrzyłam, nie mam na to nerwów. Wracając do autorki - Cassandra jest jej czwartą wydaną książką, czyli to już nie taka debiutantka... co bynajmniej nie przeszkadza(ło) w stworzeniu kolejnego koszmarka.

Porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie.
Jeśli myślicie, że jest źle - nie, jest jeszcze gorzej, niż podejrzewacie.

Uwaga na nisko latające spojlery. Nie, nie są one ukryte.

Doradzana natychmiastowa ewakuacja przy jakimkolwiek kontakcie z tym dzieUem. Opcjonalnie użycie miotacza ognia.

Ostrzegałam.

2025-04-27

Kubasiewicz Magdalena - Mgły z Donlonu


Tytuł oryginalny: -
Seria: Cienie Avy Carey (2)
Książka na LC
Tak dawno i zarazem tak niedawno zaczytywałam się Cieniami z Donlonu, z miejsca praktycznie tracąc głowę na rzecz donlońskiej szkoły magii. I nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęskniłam do tego świata, dopóki nie dopadłam w swe ręce Mgieł. A rzuciłam się na nie niczym dzik na szyszki, niemalże odkrywając w sobie moc zabijania spojrzeniem, gdy tylko ktoś miał mi czelność przeszkodzić w lekturze...

   Tak, tak jak pisałam wcześniej, naprawdę nie można wchodzić pomiędzy mnie a twórczość Kubasiewicz. W przypadku tej pozycji ponownie się to sprawdziło - przy czym naprawdę nie było mowy o tym, żeby pójść spać, zanim przeczytam ostatnie słowa. I to nawet nie dlatego, że to jest książka Kubasiewicz - tylko mimo wszystko musiałam wiedzieć, co się dalej stanie. Tak, dokładnie tak, opisane wydarzenia wessały w Donlon bez reszty. I na końcu zostało tylko zdziwienie, że jak to, to już...?

   No tak to, to już. Ostatnia strona, ostatnie słowa i brutalny powrót do rzeczywistości, pozostającej wybitnie obojętnej na jęki ALE JA CHCĘĘĘĘĘĘ WIEDZIEEEEĆ CO DALEEEEJ. Choć tyle, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ciąg dalszy powinien być - ale ile czasu minie, zanim znów przyjdzie wkroczyć w świat czarodziejów i wiedźm? Tak, podtrzymuję, co wcześniej napisałam - chrzanić Hogwart! Aczkolwiek tym razem nie wędrujemy korytarzami Avallen...

2025-04-23

Tojza Artur - Farreter


Tytuł oryginalny: -
Seria: Alicja w krainie zbrodni (1)
Książka na LC
Pierwsze skojarzenie, gdy tylko zapoznałam się ze wstępem Farreteru? Ponoć Hitchcock mawiał, iż film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć - i właśnie takie trzęsienie ziemi autor zafundował. Aż - przyznaję się bez bicia - czytnik po prostu odłożyłam, wciągnęłam nosem inną książkę i wróciłam do tej, nabrawszy odwagi, żeby stawić jej czoła. Co ciekawe, filmowe skojarzenie nie jest takie niebezpodstawne, o czym przyszło przekonać się bardzo szybko...

   Nieprzypadkowo mówię o nabieraniu odwagi - już w tym miejscu zaznaczam, że nie będzie to pozycja dla osób wrażliwszych. Dla tych, które krwawe sceny w telewizorni oglądają przez palce. Tak, są brutalne sceny, od których coś mi się w środku przekręcało, bo zostały napisane bardzo obrazowo...

   Ale, ale, wszystko po kolei... Farreter stanowi otwarcie ostatniej ze ścieżek (strachu) w Multiwersum, a co za tym idzie - za mną właśnie cały komplet otwarć. I niestety teraz trzeba czekać na kolejne tomy... Generalnie, gdybym nie wiedziała, co to za książka, to nawet pewnie bym się nie zorientowała, że to nie jest tylko zwykły kryminał, a za kulisami siedzi coś więcej. W każdym razie - dzieje się, oj, dzieje. I jest nad czym myśleć...

Recenzja możliwa dzięki uprzejmości autora.

2025-04-21

Guardians of DaFeng

Tytuł: Guardians of DaFeng
Chiny 2025
On: Wang He Di jako Yang Ling/Xu Qi An
I cała masa fajnych postaci drugoplanowych :)
Epizody: 40 odcinków po 45 min

   Yang Ling, młody agent obrotu nieruchomościami, którego marzeniem jest zostać policjantem, zostaje przeniesiony podczas dziwnej gry do cesarstwa Da Feng, gdzie okazuje się być Xu Qi Anem, niezbyt rozgarniętym bratankiem 5-cio osobowej rodziny, z którą mieszka…..

   Serial zbudowany na planie gry RPG, gdzie wcielasz się w postać narzuconą z góry przez siłę wyższą i starasz się przetrwać…..

   Rola Xu Qi Ana została chyba specjalnie napisana dla Dylana, jest w niej tak naturalny, że nie widać aktorstwa. Scenariusz niegłupi, za to pełny komediowych scen (odcinek w szpitalu, pomysł z centaurem... długo by wymieniać ), lekkich, naturalnych. Brzuch boli ze śmiechu. Fabuła z początku nie wydaje się skomplikowana, budowanie drużyny też przebiega w spokoju…

2025-04-13

Sarnecka Julita - I like you, Hype Boy


Tytuł oryginalny: -
Seria: Beyond the k-pop | TBT
Książka na LC
Pierwsze, co zobaczyłam, gdy spojrzałam na okładkę tej pozycji? Ano, nick, pseudonim czy jak to zwać, pod nazwiskiem autorki. She_knows_better. Moja pierwsza myśl? NO CHYBA NIE. Bo tak, dzięki Muchomorkowi i Kag coś-niecoś już o Hype Boyu wiem, a sytuacji nie poprawia też anglojęzyczny tytuł ani informacja, że jest to hit wattpada. Póki co - wattpadowe hity wszelkiej maści zasługują jedynie na przyjęcie roli podpałki bądź awaryjnej srajtaśmy. Póki co, bo nie wykluczam, że istnieją perełki, ale jak na razie po prostu nie przewinęły się przez moje ręce.

   Tu uczciwie zaznaczam, że o Korei wiem tyle, co widzę w dramach, a że głównie gustuję w sukienkach (kostiumowe i fantasy), to o ichniej rzeczywistości wiem niewiele. Prawie nic. A o wytwórniach to już całkiem nic, bo tematy muzyczne (i to nie w kontekście Korei, tylko o całokształcie mówię) interesują mnie mniej niż zeszłoroczny śnieg.

   Próba dowiedzenia się czegoś na temat autorki spełzła prawie na niczym; w sieci nie udało mi się wygrzebać niczego na jej temat (co jest dość mało spotykane - ale widocznie w przypadku aućtorek jest to częstsze zjawisko...), dopiero zerknięcie w podziękowania na końcu pozycji dało informację, że ma męża i dwie córki. W zestawieniu z faktem, iż Hype Boy jest siódmą pozycją w dorobku Sarneckiej? No, nie mamy do czynienia z nastolatką. Niestety treść tego dzieUka (a technicznie rzecz biorąc - ewidentnie nastoletniego fanficka o BTS) relatywnie często temu przeczy; co gorsza, miałam czasem flashbacki z Princesy Marceliny Świątek, co bynajmniej nie jest dobrym skojarzeniem. Wręcz przeciwnie...

   No cóż; zachciało mi się booktouru, to mam za swoje - przynajmniej jestem o pozycję bliżej końca niż wcześniej.