Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska
Data wydania: 2025 (wyd. II, rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2019
Narrator: trzecioosobowy
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska
Data wydania: 2025 (wyd. II, rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2019
Narrator: trzecioosobowy
Nie mogło być żadnej mowy o skoku w bok z inną książką - musiałam, no po prostu musiałam sięgnąć po zwieńczenie dotychczasowej trylogii (dotychczasowej - bo ptaszki ćwierkają, że w kwietniu ma być tom czwarty), by wgryźć się nią jak Reksio w szynkę. Skleroza nadal dzielnie się sprawowała, dzięki czemu również i ten tom brzmiał jak nigdy wcześniej nieczytany. No, prawie, bo samo zakończenie mgliście kojarzyłam, ale co do reszty...
... w tym miejscu mogę tylko stwierdzić, że wedle mych odczuć jest to - na ten moment - najlepszy tom serii. Czy się utrzyma na piedestale, to już pytanie na za jakieś dwa-trzy miesiące. Nie zmienia to faktu, że usiadłam sobie z książką na dwie godziny, z myślą, że zostanie dokończona dnia następnego, a skończyło się na tym, że przyszło mi oglądać ostatnią stronę... Aha, tak jak poprzednie części, również i trzeci został rozszerzony o dodatkowe opowiadanie (Ponura Żniwiarka i Przędzarz Gwiazd), które stanowi lwią część tego wydania (169 stron na 558).
Akcja w opowiadaniu, w moim odczuciu, nie rozgrywa się całkowicie przed Fałszywym Pieśniarzem, ale gdzieś pomiędzy prologiem a pierwszym rozdziałem. Wyjaśnia się, po co powstało Gdy zapłacze rajski ptak, wydające się wcześniej nie mieć żadnego znaczenia i pełnić rolę typowej zapchajdziury. No nie, jednak się okazuje, że Joanna miała swoją rolę do odegrania (choć tak po prawdzie, zaczynałam mieć jej już trochę dość). Jakby tego było mało, to po przeczytaniu tego opowiadania poczułam się wręcz rozjechana - zaczęło się bardzo lekko, tak bardzo, że początkowo byłam całkiem pewna, że tym razem dostanę czystą komedyjkę. Ale potem... potem pooooszłooooo. I nie dość, że w końcu w dużej mierze poznajemy tajemnice Kruchego, to jak na mój gust, robi się bardzo emocjonalnie. I nawet Joanna tego nie potrafiła zepsuć.
Co do książki właściwej - pamiętajcie, drogie dzieci, że jak znajdziecie trupa chronionego czarami, to może nie warto zabierać się za łamanie tychże zaklęć. Naprawdę. Bo to może nie jest ochrona pochowanego przed światem, ale świata przed pochowanym. Jak łatwo się domyślić, przełamanie barier miało katastrofalne skutki - Ida straciła swoje sny, a w mieście rozpoczęła się przedziwna seria samospaleń...
Oj, dzieje się w tym tomie, dzieje. Autorka przypomina, że z życzeniami należy uważać, bo mogą się spełnić i to niekoniecznie w satysfakcjonujący sposób, co w zasadzie spotyka Idę. W końcu ta od samego początku kręciła nosem na swój dar, tak że... no, najwyraźniej ktoś w złym momencie usłyszał odpowiednie życzenia i efekty są, jakie są. Również i takie łamiące serce - łezka w oku się jak najbardziej zakręciła. Nie nudziłam się, obserwując losy bohaterów.
Mamy tu całą paradę powracających postaci - co oczywiście nie jest niczym złym, skoro to nadal jest ten sam świat, ta sama historia. Ruda, po awansie, wydaje się być w swoim żywiole, Ida jest Idą - z nią, jak zwykle, nic nie jest proste. Zwłaszcza że na jaw wychodzi nieznany do tej pory aspekt jej daru. Żeby było weselej, cioteczka nie raczyła się do tej pory zająknąć o tym ani słówkiem, za co zebrała - jak najbardziej słuszną zresztą - burę. A przy tym wszystkim bohaterka nadal pozostaje młodą panienką, ze wszystkimi przywarami tego wieku...
Doceniam, naprawdę doceniam, w jaki sposób Raduchowska kreuje swoje postaci. Jak dla mnie - nie są one płaskie, wręcz przeciwnie, posiadają wiele warstw. Gdy już się wydaje, że wszystko jest wiadome - odsłania się kolejna warstwa, dzięki której pewne rzeczy nabierają dodatkowego sensu, wymiaru. Tak jest z Idą i Kruchym, a poboczni... no, trudno oczekiwać, żeby zostali zbudowani aż tak wielowarstwowo, niemniej nie określiłabym ich mianem płaskich. Mimo wszystko, mają swoje cele i motywy, by działać tak, a nie inaczej (doskonałym przykładem jest tu Kwiatek aka Skittles - nie ma wiele czasu antenowego, a jednak jest bardziej złożona niż główni bohaterowie w książkach wątpliwej jakości).
Co za tym idzie - przez cały cykl przewija się wątek bardzo bliski życiu, który będzie znany przez niejednego człowieka. Poczucie, że nie jest się wystarczającym dla rodziców... nawet jeśli nie miało się z tym do czynienia osobiście, to i tak w ustach pozostaje pewien absmak. Co tylko świadczy o tym, jak pisarka sprawnie operuje piórem, wywołując u czytelnika pewne emocje. A przynajmniej u mnie.
Tak że jedyne, co mogę zrobić, to polecać ten cykl z łapką na sercu i... czekać na tom kolejny. Bo choć wydawało się, iż historia została zamknięta (w końcu sprawa Kusiciela znalazła już swój kres), to jeszcze czekają inne tajemnice do odkrycia. Na co niecierpliwie czekam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz