2026-02-08

Raduchowska Martyna - Demon Luster


Tytuł oryginalny: -
Seria: Szamanka od umarlaków (2)
Książka na LC
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: Mięta
Tłumaczenie: -
Redakcja: Piotr Chojnacki
Korekta: Magdalena Jabłonowska, Aleksandra Kowalewska
Data wydania: 2025 (wyd. III, rozszerzone)
Data oryginalnego wydania: 2014
Narrator: trzecioosobowy



Po Szamance, sięgnięcie po drugi tom cyklu był już jedynie formalnością. Oczywiście nadal skleroza w pełni, dzięki czemu ponownie mogłam powrócić do tego świata tak, jakbym wchodziła do niego po raz pierwszy - nie, żebym na to narzekała, wręcz przeciwnie. Dzięki temu przyjemność z lektury jedynie szybowała w górę. Tym bardziej że się nie nudziłam, tak samo jak bohaterowie - zresztą, trudno, żeby mogli siedzieć na tyłku i muchy łapać, skoro gra toczyła się o wysoką stawkę...

   Również i ten tom został rozszerzony o opowiadanie, które dzieje się dokładnie pomiędzy pierwszą i drugą częścią - choć jeśli ktoś liczył na kolejną mikropowieść, to się srodze zawiedzie; na jakieś 532 strony, opowiadanie Gdy zapłacze rajski ptak zajmuje ich raptem 66. I tak, nie rozróżniam, ile w tym jest faktycznego tekstu, a ile stron tytułowych i tak dalej, więc cyferki tak naprawdę są ciut mniejsze, niemniej, gołym okiem widać różnicę w stosunkach objętości. Ale, ale, nie przedłużam, do brzegu!

   Gdy zapłacze rajski ptak koncentruje się na Joannie, harpii poznanej w poprzednim tomie, która to upodobała sobie jabłonkę za oknem Idy, żeby na niej spalać się w niekończącym się cyklu. Kim ona tak naprawdę jest (i nie, nie chodzi o to, że siostrą Rudej), dlaczego przyczepiła się właśnie szamanki od umarlaków - na tego typu pytania poznamy tu odpowiedź. Zaś pod kątem fabularnym, w kontekście całości, to mam wrażenie, że jednak nie wnosi nic nowego. Natomiast jeśli wyjść poza ramy całej historii, to w moim odczuciu autorka tutaj bardzo ładnie przedstawia motywy depresji czy wiecznego niebycia tym "idealnym dzieckiem, spełniającym oczekiwania rodziców". Jak dla mnie, Raduchowska przedstawiła to dość wiarygodnie i w sposób, który jednak nakłonił do zagłębienia się w ten tekst, miast przekartkowoania, żeby dobrać się wyłącznie do Demona Luster.

   Drugi tom jest ściśle powiązany z pierwszym; Ida złożyła Karolinie nieśmiertelną przysięgę, że dostarczy jej męża do Zaświatów. Niestety nie jest to taka prosta sprawa, bowiem ten utknął w piekielnych czeluściach i masz, babo, placek, weź go teraz stamtąd wyciągaj lub po prostu siedź na dupie i czekaj na rozpłynięcie się w niebycie... niby spoko opcja, bo wtedy masz święty spokój od świata, ale znowu nikt nie wie, jak to w tym Niebycie jest, więc może jednak nie warto próbować przekonać się o tym na własnej skórze? Gdyby Ida złożyła broń, to nie byłoby ani tej książki, ani ciągu dalszego - mamy zatem poszukiwania sposobu, jak ujść cało z kabały i wypełnić przysięgę oraz przeszkody, chociażby w osobie Wrońskiego, nieprzyjemniaczka z WONu, odstawiającego prywatę...

   Fabuła się tu trochę "rozchodzi"; Kruchy, wcześniej wprowadzony dopiero na sam koniec książki, obecnie wysuwa się już na pierwsze plany, dzięki czemu nie towarzyszymy Idzie przez cały czas, ale i mamy okazję zetknąć się ze światem z jego perspektywy, jak również nabiera on głębi, gdy na jaw wychodzą pewne rzeczy z przeszłości. Dzięki temu poznajemy Kwiatuszka - z niewytłumaczalnego powodu naprawdę ją lubię; niestety, w przeciwieństwie do niej, nie mogę tłumaczyć fałdek i zamiłowania do słodkiego typem magii, który tego wymaga... Sama Ida - nie powiedziałabym, że przechodzi jakąś spektakularną metamorfozę, bo nadal jest dzieciakiem, co ledwo od ziemi odrósł i ma mleko pod nosem, niemniej coś już w tej łepetynie się kołacze. I stawia kolejne kroczki na szamańskiej drodze, nawet jeśli jest to niejako pod przymusem, skutek uboczny złożonej bez pomyślunku przysięgo.

   Fabuła nie leci na łeb, na szyję - nic dziwnego, bo samo wejście do piekła Kusiciela to nie takie hop-siup. Trzeba się przygotować, poszukać informacji, poćwiczyć i tak dalej - niemniej uważam,że i tak wszystko płynie całkiem gładko, bez zatrzymywania się w jakimś bajorku fabularnym, przez którego przedzieranie się jest czystą udręką.

   Tak że ciąg dalszy uważam za udany, proszę mnie tu wincyj dać! A, zaraz, przecież już mam na półce, więc... Chyba oczywiste, nieprawdaż? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz