Co, jak, dlaczego... Dlaczego ktokolwiek wpadł na TAKI pomysł, dlaczego - wiedząc, iż to jest TAK absurdalne - skusiłam się na stracenie jakiejś godziny ze swojego życia, żeby zapoznać się z tym... czymś... czymś, co zdecydowanie wykracza poza wszelkie ramy, jakie są mi znane. Czymś, co każe się zastanowić nad "kim jesteśmy, dokąd tuptamy, że takie absurdy się pojawiają". Absurdy godne, nie wiem, chyba największego zagłębia fetyszy na stronach XXX, bo inaczej się tego nie da nazwać...
... ale o czym tak właściwie mówię? O Unhinged, którego lektura tym bardziej była fascynująca ze względu na mój brak znajomości inglisza, co zaskutkowało wrzuceniem pliku do Google Translatora. Jak najmądrzejszy wujaszek wszystko tłumaczy - chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać. Radzić sobie radzi, ogólny sens da się pojąć, ale o konwersji do przyjętych u nas zasad konstrukcji (dialogi!) można zapomnieć. Nawet nie wiecie, jak bardzo doceniłam po tej lekturze pracę tłumaczy i redaktorów, dzięki którym otrzymujemy anglojęzyczne pozycje w formie dostosowanej do naszych reguł pisowni.
Oczywiście, ja niewinna, przeczytałam to tylko za sprawą niezrównanej Kag, bo sama bym nie wpadła na pomysł, żeby szukać wśród lektur niemających polskiej wersji... A zapewniam, że Unhinged przebija Nawiedzoną waginę. Tyle że to drugie miało już więcej sensu.






