2024-09-09

Kristoff Jay - Cesarstwo potępionych


Tytuł oryginalny: Empire of the Damned
Seria: Wampirze cesarstwo (2)
Książka na LC
Niby koniec historii jest już znany - już z poprzedniego tomu wiemy, że Zakon Srebroświętych upadł, Graal został stracony, a Fabien Voss dokonał swojego żywota. Jednak jakie wydarzenia doprowadziły do tego wszystkiego? Przez co przebrnął Gabriel de Leon, zanim skończył jako więzień wampirów, zmuszony do opowiedzenia swej historii?

   To jest zagadka, za którą moim zdaniem warto podążyć i tym samym zanurzyć się w świat wypełniony mrokiem, w którym rozbłysła iskra nadziei. Wszak ta umiera ostatnia, czyż nie?

   Cesarstwo jest ścisłą kontynuacją poprzedniego tomu. Żadnych przeskoków czasowych - zaczynamy dokładnie tam, gdzie skończyliśmy, a jeśli komuś pamięć zaszwankowała, to na samym początku możemy zapoznać się ze skróconymi opisami poznanych postaci, a tym samym również i historią w mocno skompresowanej pigułce. Historią, która została umieszczona na kartach Wampirzego cesarstwa. Innymi słowy mówiąc - jak ktoś jest sklerotykiem, to taka ściągawka może mocno pomóc w zapaleniu odpowiednich żarówek.

2024-08-31

Yarros Rebecca - Fourth Wing. Czwarte Skrzydło


Tytuł oryginalny: Fourth Wing
Seria: Empireum (1)
Książka na LC
Nie do końca jestem pewna, czy to jest powód do chwały - czy też może wręcz przeciwnie - ale pojęcie romantasy do niedawna było mi całkiem obce. I pewnie takim by ostatecznie pozostało (częściowo, bo nastał w końcu moment, w którym usłyszałam o tym podgatunku fantastyki, ale jednocześnie było mi daleko do sięgnięcia po coś, co określano tym mianem), dopóki... cóż. Jeśli ktoś czytał poprzednie wpisy na tym blogu, to nie będzie zaskoczony, że ponownie odwołuję się do Fantastycznej Karczmy... tak, tak, to jest niekończące się źródełko, z którego biją kolejne tytuły lądujące na hałdzie zagłady. Hańby. Jak kto woli. Ale, do brzegu - zetknięcie się z Fourth Wing na tym gruncie nieszczególnie wzbudziło me zainteresowanie. Pośmiać się przy fragmentach - jak najbardziej. Ale brać się za całość? Nope.

   To podejście kazała mi jednak zweryfikować pewna rozmowa. Hm. Z jednej strony - nie, nie ma sensu, głupie to jak but. Z drugiej - dobrze napisana książka, choć bazująca na schematach. I masz, babo, placek. Dobry czy niedobry - oto jest pytanie. Mogłabym przemierzać przestworza internetów, by wydać ostateczny werdykt, ale... po co, skoro i tak nie zastąpi to "własnoocznego" przeczytania? Tak więc, korzystając z uroków urlopu, przeniosłam się do świata pełnego smoków...

2024-08-20

Świątek Marcelina - Princesa. Dzień, od którego wszystko się zaczęło


Tytuł oryginalny: -
Seria: Princesa (1)
Książka na LC
Istnieją takie książki, po które z całą pewnością nie sięgnęłabym sama z siebie (nawet jeśli ciągle by były omawiane na serwerze Fantastycznej Karczmy - buzi, ekipo), ale, ale... wspólny urlop z Kag in books rządzi się swoimi prawami. Pociągowe podróże również. Ba, powiem więcej, urlop sam w sobie rządzi się swoimi prawami! Więęęc... koniec końców, w me ręce wpadł ten koszmarek.

   Koszmarek, podczas którego czytania coraz mocniej nasuwało się pytanie GDZIE SĄ RODZICE? I gdzie rozum mieli decydenci wydawnictwa NieZwykłego, zgarniając i wypuszczając w świat to, to... coś. Zapewne nie mieli (co nie jest niespodzianką, patrząc na to, jak "wysokich" lotów literaturę wypuszczają). Skąd jednak wzmianka o rodzicach? Uwaga, usiądźcie sobie dobrze i może lepiej też odstawcie cokolwiek tam macie do picia czy jedzenia. Autorka Princesy, jak wyszperałam w internetach, jest z rocznika 2009. Zatem, w chwili obecnej, panna ma cudowne lat 15. Powtarzam: piętnaście lat. A książka była oznakowana jako "dla dorosłych". Była, bo ktoś się zreflektował i spadło to na +16, ale wciąż... Wisienka na torcie, dość oczywista zresztą, bo jakoś nie widzę, żeby w pół roku pozycja przeszła cały proces wydawniczy od A do Z (a już na pewno nie w momencie, kiedy mowa o debiutantce): na wattpadzie prolog jest datowany na maj 2023, czyli pisała już jako czternastolatka.

   Widzicie problem? Ałćtoreczce brakuje trochę do pełnoletniości, a tu pisze książkę +18! Inna sprawa, że osobiście i tak jestem dość sceptyczna wobec literackich dzieł pisanych przez tak młode osoby - bo w końcu to-to ledwo odrosło od ziemi, mało co widziało, jeszcze mniej przeważnie przeżyło. Co za tym idzie - co tak młoda osoba może mieć światu do przekazania? W tym przypadku komunikat chyba brzmiał: "masz za mało znaczników, kup więcej". Tak, książki zwykle są świętością i po nich się nie pisze. Ale to koło porządnej literatury nawet nie leżało i nadaje się tylko na papier toaletowy. Tak że nie miałyśmy litości i tym samym nie jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy to ten koszmarek (nawet nie zaszczycę go nazwą książki, bo to obraza dla uczciwej literatury) pojawi się na łamach bloga mojego i Kag.

Węglarz Małgorzata, Węgorowski Mateusz - Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach


Tytuł oryginalny: -
Seria: -
Książka na LC
Jak najlepiej zacząć urlop? Hm, jakoś tego nie łączę z lekturą o jakże wdzięcznym tytule... A tu proszę, wpadła w moje ręce (dzięki uprzejmości niezrównanej Kagi) i - prawie całkiem dosłownie - została pochłonięta w jeden wieczór. Czyli nie dość, że na początek urlopu, to i na dobranoc. Choć tyle, że koszmarów z tego nie było; nie powiem, treść Jak usunąć wujka z podłogi? bardzo przemawiała do wyobraźni. Przy okazji wywołując na mej facjacie miny pełne odrazy - podobno, bo przed lustrem to nie siedziałam, więc sami rozumiecie...

   Niestety wiedza o tym, jak tego nieszczęsnego wujka usunąć z podłogi nie jest czymś, co dostaliśmy, biorąc tę nieszczególnie długą książkę do rąk. Ale wujka cieknącego po ścianach - to już i owszem. Zmierzam do tego, że na dobrą sprawę nie pozyskamy tu wiedzy, co dokładnie należy zrobić (z pominięciem wezwania wyspecjalizowanej firmy; uwaga: zdecydowanie nie może to być zwykła firma sprzątająca, jakich wiele, bo nie będzie w stanie wyczyścić mieszkania tak, aby kolejnym lokatorom nic nie groziło), ale za to zaznajomimy się z tym, jak wygląda rozkład ludzkiego ciała i jakie są jego skutki. Tak, zdecydowanie nie jest to lektura dla wrażliwych. Ciasteczka lepiej odłożyć na bok, bo zapewne dość szybko postanowią wrócić, ewentualnie - w najlepszym przypadku - stracić smak.

2024-07-28

Martin George R. R. - Ogień i krew


Tytuł oryginalny: Fire and Blood
Seria: Historia Targaryenów (1.1 i 1.2)
Książka na LC - cz. 1
Książka na LC - cz. 2
Raczej nie jest dziwnym zjawiskiem fakt, że gdy wychodzi głośna produkcja - czy to mowa o filmie, czy serialu - oparta na książce, to rzeczona książka zyskuje na uwadze. Czy podobnie było ze mną? Tak i nie. O literackim pierwowzorze dowiedziałam się, gdy zaistniał już pierwszy sezon Rodu smoka (który, swoją drogą, śledziłam z zapartym tchem), ale sama lektura... hm, powiedzmy, że musiała nabrać mocy urzędowej.

  Oraz doczekać się sprzyjających okoliczności. Za przypadek akurat uważam fakt, że zbiegło się to z premierą drugiego sezonu wspomnianego serialu, co nie zmienia faktu, że ostatecznie zaznajomiłam się z pozycją o jakże wdzięcznym tytule. Takim... bardzo targaryenowskim, a może właściwszym będzie stwierdzenie, że westeroskim? Wszak dobrze pamiętam, że już w samej sadze Pieśni lodu i ognia krwi i ognia nie brakowało. Westeros jest krainą, w której krew się leje na prawo i lewo... Nie, to nie tak, że żaden znany mi kraj - i mówię tu też o świecie realnym - nie został wykuty w ogniu (niekoniecznie smoka) oraz skąpany we krwi. Po prostu... w prozie Martina ta krew leje się bardzo gęsto - prawdopodobnie, gdybym miała zrobić ranking, to znalazłaby się na podium.

  W każdym razie, Ogień i krew nie jest typową książką, o jakiej się myśli na co dzień. Nie ma tu konkretnej fabuły, brakuje typowej konstrukcji powieści (zawiązanie akcji, rozwinięcie, kulminacja, zakończenie). Mamy bowiem do czynienia nie z powieścią, ale kroniką opisującą wydarzenia sprzed znanej nam już historii sagi Pieśni lodu i ognia. Czytamy o przodkach znanych nam bohaterów. Stąd mam lekki zgryz: jak w ogóle podejść do recenzowania takiej pozycji?

2024-07-17

Kubasiewicz Magdalena - Przeminęło z wiedźmą


Tytuł oryginalny: -
Seria: Królewska wiedźma (0)
Książka na LC
Wbrew pozorom - bo w oczy przeważnie rzucają się zagraniczne nazwiska - rodzime poletko fantastyki nie jest jałowe i ma to i owo do zaoferowania. Więc nie, nie sięgam po polską twórczość z powodu szeroko pojmowanego patriotyzmu, ale właśnie dlatego, że "swoje" staram się poznać, żeby nie wyszło zgodnie z ludową mądrością, że "cudze chwalicie, swego nie znacie".

    Trzymając się powyższego sięgnęłam po twórczość Kubasiewicz; jak na moje oko pisarka ta zalicza się do osób, które mają już ugruntowaną pozycję na polskiej scenie fantastycznej; w tym roku mija prawie dziesięć lat od jej książkowego debiutu i... w pewnym sensie krąg się zamyka. W pewnym sensie, bo pierwszą wydaną pozycją było Spalić wiedźmę, czyli pierwszy tom historii o Sanice (dygresja - jak sama Kubasiewicz wspomniała, funkcjonująca nazwa serii o tej bohaterce, tj. Królewska wiedźma nie jest nazwą oficjalną; ale jako że się to utarło, to nie będę już zawracać rzeki kijem i też jej będę używać). Tej samej Sanice, której towarzyszymy, wsadzając nos pomiędzy karty Przeminęło z wiedźmą. Ale nie, nie mamy tu do czynienia z kontynuacją, tylko z prequelem.

    Tylko, czy jest to jakiś powód do rozczarowania...? [Uwaga: jeśli nie znasz już oryginalnej dylogii o Sanice ani opowiadań, możesz potknąć się o spojlery, choć starałam się tego unikać. Nie, znajomość opowiadania Żar i wicher nie jest konieczna, żeby fabuła tej książki była jasna i klarowna; można ją potraktować jako samodzielną całość]

2024-07-05

Wielgus Grzegorz - Pieśń pustyni


Tytuł oryginalny: -
Seria: Ostrze Erkal (1)
Książka na LC
Zdawałoby się, że gdy za oknem żar leje się z nieba, zmuszając nawet największych ciepłolubów do szukania schronienia przed słonecznymi promieniami, to marzy się jednak o ochłodzie, choćby tej skrytej między wersami literatury. Nic bardziej mylnego - zresztą, co tu dużo mówić... jest to kolejna pozycja, po którą sięgnęłam w zasadzie z powodu Fantastycznej Karczmy (pozdrowienia dla Mateczki!).

    Tak więc skończyłam na piaskach pustyni, w największe upały ostatnich dni, więc po części można powiedzieć, iż utożsamiam się z bohaterką... której przecież skwar też bynajmniej nie oszczędzał.

    Pieśń pustyni jest moim pierwszym spotkaniem z Grzegorzem Wielgusem, ale bynajmniej nie oznacza to, że jest ona debiutem pisarskim. Bynajmniej. I cieszę się, że dopiero po lekturze tej pozycji zauważyłam, że pierwsza książka została opublikowana pod szyldem Novae Res - a niestety, nie jestem fanką dzieł, które opuszczają mury tego wydawnictwa. I to tak bardzo, że zastanowiłabym się zapewne jeszcze z kilka razy, zanim - o ile w ogóle - odważyłabym się wyruszyć na wydmy pustyni Erkal...